Historia, która nie powinna się zdarzy... - 6
"...tylko wytrwali, są niezwyciężeni..."
Stali, przy wyjściu i patrzyli się na mnie, nikt się nawet nie poruszył, czkali co zrobię. Ja nie zamierzałam robić pierwszego kroku, to był koniec, wszystkiego, wszystkiego co do tej pory znałam, miejsce do którego tyle jechaliśmy, było za rogiem. Problem był jeden, najpierw musieli mnie stąd wyciągnąć, a ja nie zamierzałam tego zrobić polubownie. Postawiłam sprawę jasno, Żywa mnie stąd nie weźmiecie!- Krzyczałam w myślach, co dawało mi otuchy do brnięcia w swoje, do walki i niezłomności. Stan próbował mnie zastraszyć grubym sznurem, machając nim, ale ja się nie bałam. Wszystkie moje obawy, lęki i strach przepadł, byłam tylko ja, przepełniona siłą, gotowa na wszystko, gotowa, aby stawić im czoło. Stan wszedł do samochodu, podchodził powoli, niepewnym krokiem rozkładając sznur
- Bądź grzeczna, a nic ci się nie stanie..- Powiedział oschle swoim niskim głosem.
- Chciałbyś...- Rzuciłam drwiąco i kopnęłam go z całej siły w brzuch po czym upadł na podłogę dostawczaka.
GŁUPIA SUKO!!!- Wrzasną jeszcze leżąc na podłodze, trzymał się za brzuch, to na pewno musiało go boleć...
- NA CO KURWA CZEKACIE?!?! Bierzcie ją.- Mówił, podpierając się na łokciach i usiłujący wstać Stan. Szczerze, od dawna czekałam, aby mu coś zrobić, aby mnie popamiętał. Miałam taką cholerną satysfakcję, która dodała mi sił. Niestety to posunięcie nie było zbyt mądre...
- No i co teraz?- Powiedział drwiąco, pokazując swoją wyższość Joe, który wraz z Dorianem wszedł do samochodu.
- Nie zbliżajcie się...!!!- Powiedziałam lekko przerażona, ale stanowcza.
- Królewna, nadal zgrywa bohaterkę, trzeba by było jej przypomnieć kto tu rządzi...- Powiedział z szyderczym uśmiechem Dorian.Nie zdążyłam zaprotestować, Joe już mnie trzymał. Powiedziałam sobie, że nie dam się tak łatwo i zaczęłam się szarpać i wyrwałam się z rąk oprawcy, kiedy zobaczyłam, że przy drzwiach nikt nie stoi i zaczęłam biec w stronę drzwi, kiedy już prawie dotykałam gruntu, ktoś mnie złapał. To był ten w mundurze wojaka, który mnie porwał w tedy z klasy, przysiągł zemstę...
Był bardzo umięśniony, miał krótko ścięte włosy, z 195 wzrostu i był cholernie mściwy. Objął mnie jedną ręką za talię i mocno trzymał, wyrywałam się, kopałam, ale nic to nie dało, miał rękę jak ze stali, nie znał bólu, ani litości.
- Nie potraficie sobie nawet poradzić z głupią, młodą dziewczyną?! Banda jebanych panienek, które nie potrafią dobrze żadnej sprawy załatwić i wy macie czelność nazywać się zawodowcami... Pfff... Lepiej spieprzajcie mi z oczu, nie chcę oglądać waszych żałosnych pysków.- Powiedział niskim, basowym głosem nie okazując większych uczuć. Widziałam jak znani mi porywacze odjeżdżają, daleko.
- A teraz zajmiemy się tobą.- Powiedział szyderczo się uśmiechając obech, nieustannie trzymając mnie za talię, właściwie trochę wyżej na wysokości żeber pod mostkiem. Zaczął mnie ciągnąć za bramę gdzie był mały rozwalający się dom. Szarpałam się jak tylko mogłam, a on zaciskał swój uścisk miażdżąc mi żebra. Weszliśmy do tego domu i zeszliśmy po schodach w dół, to była jakby ukryta kryjówka, która liczyła kilka dobrych pięter. Schodziliśmy w dół kiedy krzykną:
- Peter! Otwórz drzwi! - Po może 10 sekundach przyszedł i otworzył żelazne drzwi, za którymi był mały pokój może 2m na 1,5m, gdzie podłoga i ściany były wyłożone cegłą. Wyglądało to strasznie. Zapierałam się nogami i rękami, ale nic to nie dało. Jeszcze przed wejściem do "celi" ( tak mi się to skojarzyło) zatrzymał go głos Petera.
- No, no niezłą panienkę sobie Cristian sprawił...- Powiedział Peter.
- Oby tylko dotarła do niego w jednym kawałku...- NIe dokończył ohydny zbir. Tylko coś za gestykulował.
- Niby dlaczego miałaby nie dotrzeć?- pytał Peter
- Podobno miewa różne humory, że tak powiem- po czym wolną ręką złapał mnie za podbródek i dodał- lecz z nami będzie inaczej...- Obaj się zaczęli się szyderczo śmiać, po czym zostałam wepchnięta do środka i zamknięta za cztery spusty. Słyszałam kroki, które z cichły. Wymyślałam plan, który i tak na nic się dała, zaczęłam chodzić od ściany do ściany, myśleć walić pięścią o ścianę i nic. Po 2 godzinach siedzenia miałam różne obawy, scenariusze, w końcu usiadłam. Myślałam o tym, że Filip jest już bezpieczny i pewnie już mnie szuka. O moich rodzicach, że z pewnością zamartwiają się o mnie. Moje myśli przerwały mi coraz głośniejsze kroki zmierzające ku mnie. Położyłam się i udawałam, że jestem nieprzytomna tyłem do drzwi. Słyszałam jak drzwi się otwierają i ktoś wchodzi, kopną mnie dosyć mocno w tyłek, myślał, że śpię. Ledwo się nie powstrzymałam o krzyknięcia jak mnie kopną... Chwycił mnie za ramię i zaczął potrząsać - nic.
W końcu wziął mnie za ręce i szedł korytarzem potem po schodach. Moje oczy poraziła jasność, z nad dworu. Zrobiłam głupstwo wyrywając się w nie odpowiedniej chwili. Przytrzymał mnie mocno i zaniósł do innego pokoju. Potem mnie puścił. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zobaczyłam duży stół,(było dość ciemno ale było widać większość rzeczy) jakby kozetkę lekarską i seledynowy papier na niej. Kilka szafek i osobę która siedziała na końcu stołu. Nie wiedziałam co myśleć, może chcą mi wyciąć jakiś narząd i sprzedać, nieee głupoty gadam. Ale pewna nie byłam... Facet za stołu wstał, założył z tyłu ręce powoli się do mnie zbliżając. Ja zrobiłam kilka kroków do tyłu i wpadłam na kogoś, kto mnie złapał za ramiona i podprowadził do stołu
- Siadaj!- rozkazał
- Nie..-powiedziałam trochę z drganiem w głosie. Wtedy mnie posadził i stanął obok.
- Więc to o tobie jest teraz tak głośno.- Powiedział drugi facet, który zajął miejsce na końcu długiego stołu naprzeciw mnie. Nic mu nie powiedziałam, odwróciłam wzrok ignorując pytania.
- Charakter to ona ma muszę przyznać, trzeba będzie ją trochę naprostować i będzie chodzić jak w zegarku. - Powiedział oschle i drwiną Edwin (jak później się dowiedziałam).
-Połóż ręce na stole- Zażądał Edwin,ale ja nie zamierzałam go słuchać.
- Victor...- w tym momencie Victor ten w mundurze ohydny typ złapał mnie za ręce i położył na stole i kazał je tak trzymać. Niech mu będzie, odwróciłam wzrok i słyszałam tylko trzask zamykających się kajdan które jakby wyszły spod stołu, zaczęłam się szarpać, byłam przerażona.
- Na nic ci się to zda, wielu próbowało...- Zakpił sobie Edwin. Po czym wstał i się przemieszczał po pomieszczeniu, próbowałam go mierzyć wzrokiem, ale mi się nie udawało. Victor zasłonił mi oczy jakąś opaską, czy jakąś szmatą i zdałam się tylko na słuch, ale nic mi to nie dało. Robiłam się niespokojna, strach, aż zacisną mi się na żołądku, czułam jak nagle coś mnie kuje w ramię, potem zimny płyn, który przenikał wgłąb mojego ciała.
-Gotowe, może ją to troszeczkę ostudzi.- powiedział, chyba Edwin i zaśmiał się szyderczo. Poczułam luz w nadgarstkach, szybko ściągnęłam szybko coś co zasłaniało mi oczy i już chciałam wstać, kiedy Victor mnie powstrzymał.
- Lepiej siedź- Dodał złośliwie. Kiedy Edwin machną ręką, Victor mnie podniósł za rękę i ciągną w stronę jakiegoś pomieszczenia, po czym wepchną mnie tam i zamkną drzwi, chwilę potem już usnęłam pod wpływem zastrzyku. Obudziłam się w mięciutkim, cieplutkim łóżku, było mi w nim tak wygodnie, że nie zamierzałam wstawać. Czar prysł kiedy rozejrzałam się gdzie jestem, był to przytulny pokój, ale na pewno to nie był mój pokój. Miałam mętlik w głowie, źle się czułam, zbierało mi się na wymioty. Wyszłam spod kołdry i upadłam na podłogę, miałam nogi jak z waty. Chwilę leżałam, ale potem wstałam. Podeszłam do drzwi które były o dziwo otwarte. Było dosyć cicho, pusto. Kto wymyślił pomysł z odurzeniem przy pomocy morfiny... Beznadziejne uczucie zaraz po przebudzeniu... Nie można nic robić, chce ci sie wymiotować, kręci się w głowie i nie da się żyć. Wszystko ustępuje po kilku godzinach. Uznałam, że nie zamierzam czekać, aż poczuję się lepiej, więc ruszyłam od razu nie wiedziałam ile mam czasu i co mnie dalej czeka, nie chciałam czekać aż przyjdą oprychy i coś mi zrobią. Wyszłam opierając się o futrynę za drzwi i wyszłam na korytarz, instynktownie poszłam w lewo,a że byłam na piętrze to szukałam schodów. Schodzą po nich zobaczyłam basen, duży basen. Szłam dalej trzymając się poręczy, byłam już na dole i zaczęłam się rozglądać, byłam słaba i usiadłam na ostatnim schodku, cała drżałam, raz było mi zimno, a raz gorąco. Zsunęłam się na podłogę i przysunęłam kolana, aż pod samą brodę. Położyłam głowę na kolanach tak, że zasłoniłam oczy.
- Już na nogach?- Usłyszałam ciepły męski głos. Podniosłam wolno głowę i się rozejrzałam. po prawej stronie właściwie prawie za mną w kuchni stał on miał z 20 lat miał z 180 wzrostu, hipnotyzujące niebieskie oczy i miał urodę takiego typowego amerykańskiego celebryty, przystojny, proste śnieżnobiałe zęby, gęste włosy.

Widział moje zakłopotanie i się uśmiechną słodko. Widział, że jeszcze nie doszłam do siebie, podszedł do mnie, wziął mnie na ręce chciałam protestować, ale mnie uspokoił i zaniósł do łóżka, nakrył mnie kołdrą. Staną nade mną i powiedział:
-Prześpij się jeszcze, dobrze ci to zrobi - cicho zamkną drzwi i wyszedł. Zaniepokoiłam się, co się działo. Kim on był, że mnie tak traktował, nie żeby mi to przeszkadzało, ale jednak to było bardzo dziwne. On oczywiście mówił do mnie po Angielsku, ale ja dobrze znałam ten język, więc nie było problemu, aby się porozumieć w razie co i czego. (Będę wszystko pisać po polsku) Miałam mnóstwo myśli, ale jednak ciepłota kołdry czyni cuda - usnęłam. Obudziłam się, gdy robiło się ciemno była może 19, czułam się o niebo lepiej. Postanowiłam, zejść na dół, kiedy wstałam nawet nie zauważyłam, że spałam w chyba jego bluzce. Byłam przesiąknięta jego zapachem, pomyślałam, że trzeba się w coś przebrać, ale nigdzie nie widziałam moich ubrań, więc trochę skrępowana wyszłam z pokoju i kierowałam się na dół, akurat pływał w basenie. Pomyślałam, że wykorzystam okazję i ucieknę. Podeszłam do drzwi i zaczęłam ciągnąć za klamkę, ale drzwi były zamknięte i do tego włączył się alarm, stanęłam jak wryta, aż coś się stanie. Zobaczywszy mnie wyszedł z wody wyłączył alarm i patrzył mi w oczy z poirytowaniem, trochę drwiną, ale to nie była złość.
-Ja nie... ja nie chciałam..- powiedziałam onieśmielona i ukradkiem patrzyłam jak krople wody spływają po jego torsie.
-Look at me.. powiedział zwyczajnym, wcale nie zdenerwowanym głosem- jeśli będziesz chciała wyjść, wystarczy jak zapytasz, a nie od razu chcesz uciec. Słyszałem wiele o tobie i o twoich można powiedzieć, dosyć spektakularnych ucieczkach- podniósł mi bluzkę i wskazał na jeszcze zaklejoną ranę po postrzale, ja bardziej niż na ranie skupiłam się na tym, że odsłonił moją bieliznę i trochę się zawstydziłam.. - Usiądź do stołu zaraz coś zjemy tylko pójdę się przebrać.- Powiedział to i znikną. To było dziwne, on był dla mnie miły, bardzo miły, to było dla mnie kompletnie nie zrozumiałe.
Trzymałam się za ramię, i skrępowana siedziałam przy stole. Myślałam, zanim mnie uśpili byłam chyba w najgorszym miejscu na świecie, byłam głodzona, przejechałam pół świata, aby tu trafić. Nic z tego nie rozumiałam. Dlaczego akurat ja?! Przecież niczym się nie różnię od rówieśników..
- Na co masz ochotę? - zapytał jeszcze zza rogu. Ja nic nie odpowiedziałam. Po chwili namysłu postanowiłam zadawać pytania.
- Kim ty jesteś?! - Zapytałam prawie ze łzami w oczach.
- Fakt, gdzie moje maniery jestem Chrystian, wyciągną do mnie rękę, ja zdziwiona popatrzyłam na niego i chwyciłam jego rękę.
- Ja M... - Przerwał mi
- Maya, wiem...- Powiedział z satysfakcją uśmiechną się i ponowił pytanie- to co dziś jemy?? - Nic mi nie pasowało, gdzie tu sens. Wstałam i pobiegłam do tego pokoju w którym spałam. Usiadłam na łóżku twarzą do okna, a tyłem do drzwi. Po chwili wszedł za mną, staną przy drzwiach, a mi zaczęły lecieć łzy.
- Leave me alone! - Powiedziałam dyskretnie ocierając łzy. On podszedł do mnie i usiadł obok. Widziałam, że robił wszystko, aby zaskarbić sobie mój szacunek.
- Słuchaj, ja wiem ile musiałaś przeżyć jadąc do mnie, ale nie traktuj mnie jak wroga.
- TY NICZEGO NIE WIESZ!!! - Wrzasnęłam już kompletnie się rozklejając.
- Na pewno wiem jedno, tutaj jesteś całkowicie bezpieczna, nikt cię już nie skrzywdzi, obiecuje. - Powiedział to łagodnie i uspokoiło mnie to, rozłożył ręce i przycisną mnie do jego torsu i mocno przytulił. Poczułam bezgraniczne ciepło które przenikało wgłąb mojego ciała. Zapomniałam na chwilę gdzie jestem, kiedy on mnie głaskał po głowie, aż w końcu rozluźnił uścisk i wstał, kiedy już był za drzwiami powiedział :
- Bądź za chwilę na dole, planowałem dzisiaj chińszczyznę, mam nadzieję, że lubisz.- Wyszedł uśmiechając się.- Kiwnęłam głową potwierdzająco. Usłyszałam jak ktoś puka, z ciekawości starałam się podsłuchać kto to, ale nic specjalnego nie słyszałam, a nie mogłam iść na schody po by mnie zobaczyli. Wyjrzałam więc przez okno, aby zobaczyć cokolwiek, Christian miał piękny ogród, no właściwie dom też...
Zeszłam na dół i usiadłam przy stole. Chris obejrzał się i zobaczył mnie lekko spiętą i zakłopotaną, jakoś go to nie zdziwiło, uśmiechną się tylko i już kończył danie, które zaraz znalazło się u mnie na talerzu. Poczekałam, aż on usiądzie i patrzyłam się na to pysznie wyglądające jedzenie i myślałam, chwilę.
- Czemu nie jesz? - zapytał
- Nie wiem, jakoś nie jestem głodna- byłam cholernie głodna, ale nachodziły mnie myśli typu, że może mi coś dosypał. Po chwili jednak uznałam, że to nie realne, bo skoro sam to jadł, z jednej patelni, chyba, że dosypał tylko na połowę i chciał, abym myślała, nad tym...
- Myślisz, że ci coś dosypałem? Hmmm?- Zamurowało mnie, czy on do cholery
mi czytał w myślach, jeśli tak to wie co teraz mówię. - A więc nie, nic ci nie dosypałem. Jak chcesz możemy się zamienić talerzami.- Pewnie chciał, abym się upewniła w przekonaniu, że tam nic nie ma. Sprytnie...
- Nie dziękuję. - odpowiedziałam, nurzając widelec i zaczynając konsumować. Trzeba przyznać, że Chrystian umie gotować.
Ktoś zapukał mocno do drzwi... Przestraszyłam się, Chrystian poszedł otworzyć drzwi... Serce mi zamarło jak zobaczyłam kto tam stał...
-Prześpij się jeszcze, dobrze ci to zrobi - cicho zamkną drzwi i wyszedł. Zaniepokoiłam się, co się działo. Kim on był, że mnie tak traktował, nie żeby mi to przeszkadzało, ale jednak to było bardzo dziwne. On oczywiście mówił do mnie po Angielsku, ale ja dobrze znałam ten język, więc nie było problemu, aby się porozumieć w razie co i czego. (Będę wszystko pisać po polsku) Miałam mnóstwo myśli, ale jednak ciepłota kołdry czyni cuda - usnęłam. Obudziłam się, gdy robiło się ciemno była może 19, czułam się o niebo lepiej. Postanowiłam, zejść na dół, kiedy wstałam nawet nie zauważyłam, że spałam w chyba jego bluzce. Byłam przesiąknięta jego zapachem, pomyślałam, że trzeba się w coś przebrać, ale nigdzie nie widziałam moich ubrań, więc trochę skrępowana wyszłam z pokoju i kierowałam się na dół, akurat pływał w basenie. Pomyślałam, że wykorzystam okazję i ucieknę. Podeszłam do drzwi i zaczęłam ciągnąć za klamkę, ale drzwi były zamknięte i do tego włączył się alarm, stanęłam jak wryta, aż coś się stanie. Zobaczywszy mnie wyszedł z wody wyłączył alarm i patrzył mi w oczy z poirytowaniem, trochę drwiną, ale to nie była złość.
-Ja nie... ja nie chciałam..- powiedziałam onieśmielona i ukradkiem patrzyłam jak krople wody spływają po jego torsie.
-Look at me.. powiedział zwyczajnym, wcale nie zdenerwowanym głosem- jeśli będziesz chciała wyjść, wystarczy jak zapytasz, a nie od razu chcesz uciec. Słyszałem wiele o tobie i o twoich można powiedzieć, dosyć spektakularnych ucieczkach- podniósł mi bluzkę i wskazał na jeszcze zaklejoną ranę po postrzale, ja bardziej niż na ranie skupiłam się na tym, że odsłonił moją bieliznę i trochę się zawstydziłam.. - Usiądź do stołu zaraz coś zjemy tylko pójdę się przebrać.- Powiedział to i znikną. To było dziwne, on był dla mnie miły, bardzo miły, to było dla mnie kompletnie nie zrozumiałe.
Trzymałam się za ramię, i skrępowana siedziałam przy stole. Myślałam, zanim mnie uśpili byłam chyba w najgorszym miejscu na świecie, byłam głodzona, przejechałam pół świata, aby tu trafić. Nic z tego nie rozumiałam. Dlaczego akurat ja?! Przecież niczym się nie różnię od rówieśników..
- Na co masz ochotę? - zapytał jeszcze zza rogu. Ja nic nie odpowiedziałam. Po chwili namysłu postanowiłam zadawać pytania.
- Kim ty jesteś?! - Zapytałam prawie ze łzami w oczach.
- Fakt, gdzie moje maniery jestem Chrystian, wyciągną do mnie rękę, ja zdziwiona popatrzyłam na niego i chwyciłam jego rękę.
- Ja M... - Przerwał mi
- Maya, wiem...- Powiedział z satysfakcją uśmiechną się i ponowił pytanie- to co dziś jemy?? - Nic mi nie pasowało, gdzie tu sens. Wstałam i pobiegłam do tego pokoju w którym spałam. Usiadłam na łóżku twarzą do okna, a tyłem do drzwi. Po chwili wszedł za mną, staną przy drzwiach, a mi zaczęły lecieć łzy.
- Leave me alone! - Powiedziałam dyskretnie ocierając łzy. On podszedł do mnie i usiadł obok. Widziałam, że robił wszystko, aby zaskarbić sobie mój szacunek.
- Słuchaj, ja wiem ile musiałaś przeżyć jadąc do mnie, ale nie traktuj mnie jak wroga.
- TY NICZEGO NIE WIESZ!!! - Wrzasnęłam już kompletnie się rozklejając.
- Na pewno wiem jedno, tutaj jesteś całkowicie bezpieczna, nikt cię już nie skrzywdzi, obiecuje. - Powiedział to łagodnie i uspokoiło mnie to, rozłożył ręce i przycisną mnie do jego torsu i mocno przytulił. Poczułam bezgraniczne ciepło które przenikało wgłąb mojego ciała. Zapomniałam na chwilę gdzie jestem, kiedy on mnie głaskał po głowie, aż w końcu rozluźnił uścisk i wstał, kiedy już był za drzwiami powiedział :
- Bądź za chwilę na dole, planowałem dzisiaj chińszczyznę, mam nadzieję, że lubisz.- Wyszedł uśmiechając się.- Kiwnęłam głową potwierdzająco. Usłyszałam jak ktoś puka, z ciekawości starałam się podsłuchać kto to, ale nic specjalnego nie słyszałam, a nie mogłam iść na schody po by mnie zobaczyli. Wyjrzałam więc przez okno, aby zobaczyć cokolwiek, Christian miał piękny ogród, no właściwie dom też...
Zeszłam na dół i usiadłam przy stole. Chris obejrzał się i zobaczył mnie lekko spiętą i zakłopotaną, jakoś go to nie zdziwiło, uśmiechną się tylko i już kończył danie, które zaraz znalazło się u mnie na talerzu. Poczekałam, aż on usiądzie i patrzyłam się na to pysznie wyglądające jedzenie i myślałam, chwilę.
- Czemu nie jesz? - zapytał
- Nie wiem, jakoś nie jestem głodna- byłam cholernie głodna, ale nachodziły mnie myśli typu, że może mi coś dosypał. Po chwili jednak uznałam, że to nie realne, bo skoro sam to jadł, z jednej patelni, chyba, że dosypał tylko na połowę i chciał, abym myślała, nad tym...
- Myślisz, że ci coś dosypałem? Hmmm?- Zamurowało mnie, czy on do cholery
mi czytał w myślach, jeśli tak to wie co teraz mówię. - A więc nie, nic ci nie dosypałem. Jak chcesz możemy się zamienić talerzami.- Pewnie chciał, abym się upewniła w przekonaniu, że tam nic nie ma. Sprytnie...
- Nie dziękuję. - odpowiedziałam, nurzając widelec i zaczynając konsumować. Trzeba przyznać, że Chrystian umie gotować.
Ktoś zapukał mocno do drzwi... Przestraszyłam się, Chrystian poszedł otworzyć drzwi... Serce mi zamarło jak zobaczyłam kto tam stał...
Komentarze
Prześlij komentarz