Historia, która nie powinna się zdarzyć... - 4

Obudziłam się w w jakimś vanie, nie tym co wtedy, jakimś bardziej dostawczaku, kręciło mi się w głowie, nie mogłam wstać, podparłam się rękami, aby przynajmniej usiąść, oparłam się o ścianę, zamknęłam oczy, po chwili je znowu otworzyłam i zobaczyłam Filipa...
-Cholera ..- powiedziałam. On spojrzał na mnie przybity, ale nic nie powiedział. Po chwili zbierało mi się na wymioty, ale do niczego nie doszło. Zamknęłam oczy, trochę ciężko mi się oddychało, usłyszałam jego głos, żądał wyjaśnień. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, sama prawie nic nie wiedziałam, ale faktem było jedno
- Zostałam porwana.... i,  i udało mi się uciec... Nie chciałam nikomu o tym mówić, bo się bałam.
- Bałaś się czego?
- Bałam się, że jeszcze kogoś w to wciągnę.. - łza mi po policzku spłynęła, a on się na mnie patrzył jakby to była moja wina. Sięgnęłam do kieszonki w której był mój scyzoryk i  przecięłam liny na moich nadgarstkach
- Słuchaj, ja nie chciałam, abyś tutaj był, a wzięli cię tylko dlatego, żebym nie uciekła. Wiedzą, że cię samego nie zostawię.- złapałam się za głowę, chwiejnym ruchem wstałam i podeszłam do niego klęknęłam i przecięłam mu liny
-Długo już jedziemy? Zapytałam zmartwiona
- Kilka dobrych godzin. - odpowiedział Filip
- Kurwa, muszę coś wymyślić i to szybko - Zaczęłam chodzić i się rozglądać spojrzałam na drzwi podeszłam do nich i oparłam się o nie rękoma i zaczęłam na nie napierać.
- Co ty robisz?  - zapytał zaskoczony.
- Musimy stąd wyjść i to jak najszybciej.- odpowiedziałam stanowczo odsunęłam się trochę i z całej siły kopnęłam drzwi, które się otworzyły,
- Teraz! - spojrzałam na niego i czekałam, aż samochód się zatrzyma. Ujrzałam, że za nami jedzie znajomy mi samochód czarne porsche cayenne, którym już jechałam.
- O nie... - zamarłam cofając się w stronę ściany.
-Co jest? Co się dzieję?! - Wręcz krzyczał na mnie Filip, chwycił mnie za ramiona i lekko potrząsną, ja nie mogłam nic powiedzieć. Oba samochody się zatrzymały, i czarnego porsche wysiadł  ładujący broń Stan, za nim Joe. Wyrwałam się z objęć Filipa i nie wiedziałam  co zrobić, wbijałam się wręcz w ścianę samochodu, zaparłam się nogami i patrzyłam jak był coraz bliżej. W końcu Stan był koło drzwi, jednym zgrabnym ruchem wszedł do środka, kierował się na mnie,
- No proszę, proszę, nasza zguba się odnalazła! - Mówił z drwiną -  jednak znowu się nie słucha, a miała być grzeczna...
Podszedł do mnie nagle zmienił ton, przyciągną mnie od ściany , staną za mną i powiedział szepcząc mi do ucha:
- Ośmieszyłaś mnie, swoją ucieczką,ale teraz tak nie będzie. Przysięgam ci mała suko, że jeśli chociaż spróbujesz uciec, zrobić coś nie po mojej myśli zabiję chłopaka na twoich oczach, a potem wymarzę cię jego krwią lepiej to zapamiętaj.- Zaczęły mi łzy lecieć, a on mnie puścił i wyszedł. Upadłam na podłogę i zaczęłam płakać, wiedziałam, że stawka jest wysoka i nie mogę myśleć teraz o sobie. Musiałam zrobić wszystko, aby Filip uciekł, tylko,ehhh tylko jak...
Straciłam wolę walki, leżałam skulona i czekałam biernie na przebieg wydarzeń, kiedy podszedł do mnie  Filip i położył się obok mnie i przytulił.
- Uciekniemy stąd daleko  i nas nikt nie znajdzie, obiecuje. - Trochę mnie to podniosło na duchu, ale, byliśmy otoczeni z każdej strony, nie mogliśmy nic zrobić. i jeszcze ta groźba Stana...

Komentarze