Historia, która nie powinna się zdarzyć...2
Leżałam jeszcze długo, musiałam dojść do siebie, chciałam krzyczeć, wołać o pomoc, zrobić cokolwiek, ale miałam zaklejone usta taśmą wodoodporną, próbowałam sobie ją ściągnąć, ale zawsze mnie powstrzymywał jeden z porywaczy, po kilku próbach skrępowali mi ręce z tyłu, szarpałam się jak tylko mogłam, ale byli silniejsi. W końcu siedziałam z tyłu wana oparta o drzwi, kiedy samochód się zatrzymał coś szeptali, porozumiewali się w niezrozumiały dla mnie sposób. Po czym 2 wysiadło z samochodu,a ci którzy siedzieli ze mną wstali i czekali, prawie ciągle patrząc na mnie. Nagle drzwi się otworzyły, zdążyłam oderwać plecy z drzwi i chciałam się obejrzeć, kiedy ktoś mnie objął za klatkę piersiową wraz z ramionami i pociągną do siebie, ci którzy byli ze mną w wanie nie pozostali próżni, jeden wziął mnie za nogi, drugi trzymał pod talią, zaczęłam się szarpać, kopać, drapać nic mi to nie dało, tylko bardziej wkurzyłam porywaczy... Wsadzili mnie do drugiego samochodu na tylnie siedzenie, to już nie był wan tylko jakiś bardziej luksusowy większy samochód coś w typie porsche cayenne. Zamknęli za mną drzwi zanim się odkręciłam ten młody siedział już koło mnie, odsunęłam się na koniec pod drzwi, nogi miałam na fotelach i przysuną się do mnie i powiedział:
-Radzę ci być grzeczna, chyba, że chcesz sobie trochę pospać..
Pogłaskał mnie po nodze i się odsuną. Potem wsiadł kierowca i powiedział:
-Kurwa, ile to będzie trwało...Joe, co z dziewczyną?! - mówił to bardzo zdenerwowany całą sprawą.
-Jeśli będzie grzeczna to nic to będzie dobrze, a jak nie...- Pokazał strzykawkę z morfiną. Łzy same mi leciały po policzkach, nie miałam ochoty nawet się poruszyć, ale przynajmniej wiem jak nazywa się najmłodszy z porywaczy. Z impetem otworzyły się drzwi z mojej strony to był ten który siedział na przeciwko mnie w wanie, spojrzałam mu w oczy po czym na drogę którą mogłabym uciec, on chyba to zobaczył i kazał Joe mnie posadzić na środku i dobrze pilnować, nie chciałam, aby mnie ktokolwiek dotykał więc szarpałam się z jego uścisku, ona na to nie reagował tylko z drwiną się uśmiechał... Tamten zamkną drzwi i podszedł do kierowcy coś mu powiedział i wsiadł za pasażera potem dowiedziałam się, że nazywał się Stan. Joe ciągle się na mnie patrzył nie odstępował nawet na chwilę. Przed długi czas próbowałam uwolnić skrępowane nadgarstki i udało mi się, ale żeby nie wzbudzić podejrzeć trzymałam ręce z tyłu. Była noc zatrzymali się w jakimś lesie chyba na sikanie, postój planowali od dłuższego czasu ja udawałam że śpię i wszyscy tak myśleli i na moje szczęście wyszli wszyscy skorzystałam z okazji otworzyłam drzwi, które się zaświeciły i to mnie zdradziło, ale zaczęłam uciekać tak szybko jak tylko mogłam, ktoś biegł za mną słyszałam jak szeleści ściółka, piska opon samochodu i przekleństwa. Biegłam, biegłam i biegłam potem przeszłam przez płot i znalazłam się na farmie były tam konie, bez namysłu złapałam jednego z nich wsiadłam i ruszyłam przed siebie, myślałam, że ich zgubiłam gdy usłyszałam strzał, światło samochodu i pogwizdywanie. Ruszyłam przed siebie na wierzchowcu, ale oni zajechali mi drogę koń zaczął stawać dęba, a ja ledwo się trzymałam, chciałam, aby koń ominą samochód i jechał dalej, niestety szybko wysiedli z samochodu i odcięli mi drogę z każdej strony. Stan ściągną mnie z konia i prowadził do samochodu, rzucił mnie na tylnie siedzenia i zamkną ze złością drzwi, po czym złapał się za głowę i znowu otworzył drzwi mówiąc:
-Myślałaś kurwa, że sobie uciekniesz?! Jebana mała suka...! - Po czym złapał mnie za żuchwę przyciągną do siebie i dodał:
-Jesteś dużo warta i dopóki będziesz grzecznie siedzieć to włos ci z głowy nie spadnie, a jeśli będziesz odwalać takie numery to przysięgam, że ja cię zapierdolę i zakopię w tym jebanym lesie, lepiej to przemyśl, twoja sympatia za naszą...
Wyszedł i rozkazał reszcie wsiąść do samochodu. Joe wsiadł obok mnie, spojrzał i rzucił głupi uśmiech jakby chciał powiedzieć "nie udało ci się"... Byłam przybita, wiedziałam, że muszę działać szybko, a moja kolejna próba ucieczki nie może się skończyć nie powodzeniem, ale wątpię aby mnie teraz ktoś zostawił samą tak jak ostatnim razem. Było mi zimno cała się trzęsłam, trochę z zimna i trochę z adrenaliny. Nie zamierzałam ich o nic prosić, Joe to widział tą niezłomność w moich oczach, ale trzymał to dla siebie, przynajmniej taka miałam nadzieję, odwróciłam głowę w stronę okna i zamknęłam oczy i poczułam koc na sobie, chociaż nie będzie mi zimno pomyślałam. Zatrzymali się ja się obudziłam, strasznie chciało mi się siku, ale nie powiem im tego bo wiadomo, że nie ufają mi i pomyślą, że pewnie chcę uciec. Wytrzymam, może ktoś się zorientuje, że mam potrzebę, nie jadłam nic od chyba 2 dni, ale głód mi nie dokucza o dziwo. Nie mogłam wytrzymać, powiadomię o tym dyskretnie Joego jak wsiądzie, drzwi się otwierają
-Wysiadaj.-mówi poważnym głosem Stan, nie zamierzałam z nim zadzierać więc wysiadłam, trochę się przeciągnęłam.
-Masz minute na załatwienie najpotrzebniejszych spraw i pamiętaj jak się umówiliśmy, sympatia za sympatię...
Na szczęście miałam chusteczkę w dresach, więc szybko poszłam "w krzaczek" myślałam, aby uciec nawet w pewnym momencie podbiegłam kawałek, ale oni byli przygotowani, więc to by było zwyczajnie głupie, wróciłam ku ich zdziwieniu
-Dobra dziewczynka-powiedział Joe. Zobaczyłam samochód z daleka, grałam na zwłokę, może ktoś by mi pomógł, ale Dorian-3 z porywaczy również go zobaczył i kazał mi wsiąść do samochodu, odmówiłam.
Wsiadaj do tego jebanego samochodu!!!- Wrzasną Dorian pchając mnie w stronę drzwi. Nie miałam wyjścia musiałam wsiąść. Patrzyłam jak moja możliwe, że ostatnia nadzieja odjeżdża... Joe wsiadł koło mnie dał mi wody i coś do jedzenia, napiłam się wody, a jedzenia nie chciałam, Stan siedzący na miejscu pasażera odwrócił się i spojrzał porozumiewawczo na Joego widziałam lekkie zmartwienie na jego twarzy. Teraz dopiero pomyślałam, że mógł mi coś dosypać, cholera i co teraz? Nakryłam się kocem skuliłam i nawet nie zauważyłam jak już spałam. Gdy otworzyłam oczy leżałam wtulona w tors Joego,a on mnie obejmował i nieznacznie głaskał po udzie, szybko się poderwałam i oparłam o fotel jak najdalej od niego, on trochę zdziwiony puścił głupi uśmieszek i patrzył przed siebie. Mówili, że syndrom sztokholmski to bajki, gdyby nie to w jakiej sytuacji się poznaliśmy to byłby nawet fajny facet... Jeszcze zaspana oparłam głowę o szybę i nagle samochód się zatrzymał, zaczęłam się rozglądać co się dzieję, gdzie jesteśmy, ale to tylko zwykły postój na rozluźnienie nóg itd. Zastanawiałam się ile spałam skoro znowu kolejny postój, Wyszło by na to, że jednak mi coś dosypał do wody...
Stan z Dorianem wyszli z samochodu mówiąc tylko do Joe'go:
-Pilnuj jej.
Ja siedziałam przy oknie i marzyłam o wyjściu stąd,ścisnęłam udo po czym zaczęłam się rozciągać co chyba prowokowało Joe'go. Zagryzł wargę po czym nie wytrzymał złapał mnie za nadgarstki położył na fotelach tak, że był nade mną, próbowałam się szarpać, robić cokolwiek, co go chyba bardziej nakręcało. Ale nic nie zrobił usiadł tak jak siedział ja ze zdziwieniem i powoli zrobiłam to samo. Myślałam chwilę i chciałam wykorzystać sytuację i powiedziałam mu że chcę iść siku, on nic nie powiedział, wysiadł, otworzył mi drzwi dał chusteczkę i poszedł ze mną kawałek, ja powiedziałam, że potrzebuję trochę prywatności odszedł kawałek i się odwrócił, to był idealny moment pobiegłam nagle dopadło mnie tysiąc myśli, ale nie zamierzałam tam wracać, adrenalina skakała, że chyba nie biegłam jeszcze tak szybko, nic nie słyszałam w końcu wyszłam na łąkę wszystko było widać, nie było gdzie się schować, stałam nieruchomo jakby sparaliżowana przez strach, ale coś usłyszałam coś prze co się otrząsnęłam i zaryzykowałam biegłam. Nagle strzał, upadam dostałam w bok odwróciłam się i zobaczyłam strzałkę z usypiaczem wyjęłam i chwiejnym ruchem wstałam, zaczęłam biec po chwili na skraju łąki wpadłam w dół głęboki na 1,5 m nie miałam siły z tamtąd wyjść leżałam w nadziei, że mnie nie znajdą, powoli usłyszałam jak mnie szuka Stan byłam cicho
-Niech ją tylko dorwę, głupia szuczka...! a jeśli jej nie znajdę to ciebie zabiję Joe, jak kurwa mogłeś jej nie dopilnować?!
Pomyślałam wisi mi to, ale miejsce po strzale mnie bolało, dotknęłam a na ręce miałam mnóstwo krwi, podniosłam się i próbowałam wyjść z tego dołu kiedy zobaczył mnie któryś z nich krzykną ;Tu jest!!! i podbiegł Joe za nim Stan który był mocno wkurzony Joe skoczył do mnie i mnie wziął mnie na ręce i dał Stanowi po czym sam wyszedł i zobaczył, że ma zakrwawioną koszulkę.
Cholera!- warkną Stan i zadzwonił do Doriana po samochód, był w ciągu kilku sekund, może minut. Byłam w połowie przytomna kiedy zdjęli mi bluzkę i tamowali ranę, chwilę potem już spałam. Kiedy się obudziłam leżałam na tylnich siedzeniach z głową na kolanach Joego od razu chciałam wstać, ale mi nie pozwolił leżałam spięta, dotknęłam się tam gdzie zostałam postrzelona i chciałam zobaczyć co jest pod opatrunkiem, gdy Joe złapał mnie za rękę i położył ją obok
-nie ruszaj tego miałaś to zszywane prze to spaliśmy w motelu dopiero niedawno wyjechaliśmy.- Chyba chciał mnie uspokoić, ale mu nie wyszło
-niezłego nam stracha napędziłaś i kolejny dzień stracony.. - dodał z złością Stan
Było mi dość gorąco i odkryłam trochę koca i okazało się że nie mam bluzki, musieli ją rozciąć wczoraj,
Cholera...-Warknęłam pod nosem, ale wszyscy wiedzieli o co chodzi...
To jest za to, że się nie słuchasz, sympatia za sympatię, czyż nie tak?
Zatrzymaj się!- powiedziałam stanowczo. Oni chyba nie dowierzali, że to powiedziałam.
Ogłuchłeś?! Powiedziałam zatrzymaj się!- dalej brnęłam.O dziwo zrobił to co chciałam, pewnie ciekawy tego co zrobię. Wysiadłam i szłam w przeciwnym kierunku, Stan wyszedł za mną ściągną okulary i patrzył co się stanie, a ja szłam
-Dobra koniec tego właź do samochodu..-Nieco zirytowany jeszcze prosił.
-Albo dasz mi jakąś bluzkę, albo będziecie mieli piekło...-Rzuciłam stanowczo.
-Nie będziesz mi się odgrażać, albo włazisz po dobroci i siedzisz grzecznie, albo ja tam cię zaciągnę i uśpię do końca podróży- z nim nie ma żartów pomyślałam...Ale brnęłam w swoje i zaczęłam iść w przeciwną stronę.
-Koniec! -wrzasną
Podszedł do mnie, odwrócił mnie i przerzucił przez bark, po czym podszedł do samochodu otworzył bagażnik i delikatnie mnie tam rzucił, zamkną klapę i po chwili jechaliśmy. Powiedziałam do siebie, że tak nie będzie i zaczęłam kopać tłuc się o samochód po przejechanych może kilometrze zatrzymał się, słyszę głośne trzaśnięcie drzwiami kroki i w końcu otwiera się bagażnik, mega wkurwiony Stan wyciąga mnie i ciągnie zamiast do samochodu to w stronę pobocza
-Żarty się już skończyły.!.. Chyba zapomniałaś w jakiej sytuacji się znalazłaś?!!, dam ci tą jebaną bluzkę, ale chcę mieć spokój.- powiedział wkurzony.
-Właśnie, chyba zapomniałeś w jakiej sytuacji ja się znalazłam, mam na to biernie patrzeć?! -brnęłam w temat
Tak?! To nie będziesz musiała patrzeć, Joe cię uśpi.-Powiedział zdecydowanie.
Złapał mnie za ramię i ciągną do drzwi, które otwiera i popycha mnie w stronę Joe'go który się głupio uśmiecha, ponieważ byłam ciągle w staniku.
Tak jak obiecał dał mi bluzkę, jedną z moich zastanawiałam się skąd ją ma, w tedy przypomniałam sobie fałszywy dzwonek do drzwi... To było coraz bardziej pogmatwane.. Założyłam bluzkę i kiedy Stan się odwrócił i powiedział do Joe'go aby mnie uśpił.
-Nie da rady, dopiero się obudziła...- Odpowiedział zakłopotany Joe
-To zrób coś, aby była grzeczna.-Rzucił nie ukrywając irytacji
-Co masz na myśli? - Pytał Joe
-Nic szczególnego...
Byłam zakłopotana, więc siedziałam cicho, po chwili Joe dał mi wodę, pomyślałam okey, przecież nie może mnie uśpić, a chciało mi się pić, wzięłam i pomyślałam chwilę, spojrzałam mu w oczy i wypiłam.
-Radzę ci być grzeczna, chyba, że chcesz sobie trochę pospać..
Pogłaskał mnie po nodze i się odsuną. Potem wsiadł kierowca i powiedział:
-Kurwa, ile to będzie trwało...Joe, co z dziewczyną?! - mówił to bardzo zdenerwowany całą sprawą.
-Jeśli będzie grzeczna to nic to będzie dobrze, a jak nie...- Pokazał strzykawkę z morfiną. Łzy same mi leciały po policzkach, nie miałam ochoty nawet się poruszyć, ale przynajmniej wiem jak nazywa się najmłodszy z porywaczy. Z impetem otworzyły się drzwi z mojej strony to był ten który siedział na przeciwko mnie w wanie, spojrzałam mu w oczy po czym na drogę którą mogłabym uciec, on chyba to zobaczył i kazał Joe mnie posadzić na środku i dobrze pilnować, nie chciałam, aby mnie ktokolwiek dotykał więc szarpałam się z jego uścisku, ona na to nie reagował tylko z drwiną się uśmiechał... Tamten zamkną drzwi i podszedł do kierowcy coś mu powiedział i wsiadł za pasażera potem dowiedziałam się, że nazywał się Stan. Joe ciągle się na mnie patrzył nie odstępował nawet na chwilę. Przed długi czas próbowałam uwolnić skrępowane nadgarstki i udało mi się, ale żeby nie wzbudzić podejrzeć trzymałam ręce z tyłu. Była noc zatrzymali się w jakimś lesie chyba na sikanie, postój planowali od dłuższego czasu ja udawałam że śpię i wszyscy tak myśleli i na moje szczęście wyszli wszyscy skorzystałam z okazji otworzyłam drzwi, które się zaświeciły i to mnie zdradziło, ale zaczęłam uciekać tak szybko jak tylko mogłam, ktoś biegł za mną słyszałam jak szeleści ściółka, piska opon samochodu i przekleństwa. Biegłam, biegłam i biegłam potem przeszłam przez płot i znalazłam się na farmie były tam konie, bez namysłu złapałam jednego z nich wsiadłam i ruszyłam przed siebie, myślałam, że ich zgubiłam gdy usłyszałam strzał, światło samochodu i pogwizdywanie. Ruszyłam przed siebie na wierzchowcu, ale oni zajechali mi drogę koń zaczął stawać dęba, a ja ledwo się trzymałam, chciałam, aby koń ominą samochód i jechał dalej, niestety szybko wysiedli z samochodu i odcięli mi drogę z każdej strony. Stan ściągną mnie z konia i prowadził do samochodu, rzucił mnie na tylnie siedzenia i zamkną ze złością drzwi, po czym złapał się za głowę i znowu otworzył drzwi mówiąc:
-Myślałaś kurwa, że sobie uciekniesz?! Jebana mała suka...! - Po czym złapał mnie za żuchwę przyciągną do siebie i dodał:
-Jesteś dużo warta i dopóki będziesz grzecznie siedzieć to włos ci z głowy nie spadnie, a jeśli będziesz odwalać takie numery to przysięgam, że ja cię zapierdolę i zakopię w tym jebanym lesie, lepiej to przemyśl, twoja sympatia za naszą...
Wyszedł i rozkazał reszcie wsiąść do samochodu. Joe wsiadł obok mnie, spojrzał i rzucił głupi uśmiech jakby chciał powiedzieć "nie udało ci się"... Byłam przybita, wiedziałam, że muszę działać szybko, a moja kolejna próba ucieczki nie może się skończyć nie powodzeniem, ale wątpię aby mnie teraz ktoś zostawił samą tak jak ostatnim razem. Było mi zimno cała się trzęsłam, trochę z zimna i trochę z adrenaliny. Nie zamierzałam ich o nic prosić, Joe to widział tą niezłomność w moich oczach, ale trzymał to dla siebie, przynajmniej taka miałam nadzieję, odwróciłam głowę w stronę okna i zamknęłam oczy i poczułam koc na sobie, chociaż nie będzie mi zimno pomyślałam. Zatrzymali się ja się obudziłam, strasznie chciało mi się siku, ale nie powiem im tego bo wiadomo, że nie ufają mi i pomyślą, że pewnie chcę uciec. Wytrzymam, może ktoś się zorientuje, że mam potrzebę, nie jadłam nic od chyba 2 dni, ale głód mi nie dokucza o dziwo. Nie mogłam wytrzymać, powiadomię o tym dyskretnie Joego jak wsiądzie, drzwi się otwierają
-Wysiadaj.-mówi poważnym głosem Stan, nie zamierzałam z nim zadzierać więc wysiadłam, trochę się przeciągnęłam.
-Masz minute na załatwienie najpotrzebniejszych spraw i pamiętaj jak się umówiliśmy, sympatia za sympatię...
Na szczęście miałam chusteczkę w dresach, więc szybko poszłam "w krzaczek" myślałam, aby uciec nawet w pewnym momencie podbiegłam kawałek, ale oni byli przygotowani, więc to by było zwyczajnie głupie, wróciłam ku ich zdziwieniu
-Dobra dziewczynka-powiedział Joe. Zobaczyłam samochód z daleka, grałam na zwłokę, może ktoś by mi pomógł, ale Dorian-3 z porywaczy również go zobaczył i kazał mi wsiąść do samochodu, odmówiłam.
Wsiadaj do tego jebanego samochodu!!!- Wrzasną Dorian pchając mnie w stronę drzwi. Nie miałam wyjścia musiałam wsiąść. Patrzyłam jak moja możliwe, że ostatnia nadzieja odjeżdża... Joe wsiadł koło mnie dał mi wody i coś do jedzenia, napiłam się wody, a jedzenia nie chciałam, Stan siedzący na miejscu pasażera odwrócił się i spojrzał porozumiewawczo na Joego widziałam lekkie zmartwienie na jego twarzy. Teraz dopiero pomyślałam, że mógł mi coś dosypać, cholera i co teraz? Nakryłam się kocem skuliłam i nawet nie zauważyłam jak już spałam. Gdy otworzyłam oczy leżałam wtulona w tors Joego,a on mnie obejmował i nieznacznie głaskał po udzie, szybko się poderwałam i oparłam o fotel jak najdalej od niego, on trochę zdziwiony puścił głupi uśmieszek i patrzył przed siebie. Mówili, że syndrom sztokholmski to bajki, gdyby nie to w jakiej sytuacji się poznaliśmy to byłby nawet fajny facet... Jeszcze zaspana oparłam głowę o szybę i nagle samochód się zatrzymał, zaczęłam się rozglądać co się dzieję, gdzie jesteśmy, ale to tylko zwykły postój na rozluźnienie nóg itd. Zastanawiałam się ile spałam skoro znowu kolejny postój, Wyszło by na to, że jednak mi coś dosypał do wody...
Stan z Dorianem wyszli z samochodu mówiąc tylko do Joe'go:
-Pilnuj jej.
Ja siedziałam przy oknie i marzyłam o wyjściu stąd,ścisnęłam udo po czym zaczęłam się rozciągać co chyba prowokowało Joe'go. Zagryzł wargę po czym nie wytrzymał złapał mnie za nadgarstki położył na fotelach tak, że był nade mną, próbowałam się szarpać, robić cokolwiek, co go chyba bardziej nakręcało. Ale nic nie zrobił usiadł tak jak siedział ja ze zdziwieniem i powoli zrobiłam to samo. Myślałam chwilę i chciałam wykorzystać sytuację i powiedziałam mu że chcę iść siku, on nic nie powiedział, wysiadł, otworzył mi drzwi dał chusteczkę i poszedł ze mną kawałek, ja powiedziałam, że potrzebuję trochę prywatności odszedł kawałek i się odwrócił, to był idealny moment pobiegłam nagle dopadło mnie tysiąc myśli, ale nie zamierzałam tam wracać, adrenalina skakała, że chyba nie biegłam jeszcze tak szybko, nic nie słyszałam w końcu wyszłam na łąkę wszystko było widać, nie było gdzie się schować, stałam nieruchomo jakby sparaliżowana przez strach, ale coś usłyszałam coś prze co się otrząsnęłam i zaryzykowałam biegłam. Nagle strzał, upadam dostałam w bok odwróciłam się i zobaczyłam strzałkę z usypiaczem wyjęłam i chwiejnym ruchem wstałam, zaczęłam biec po chwili na skraju łąki wpadłam w dół głęboki na 1,5 m nie miałam siły z tamtąd wyjść leżałam w nadziei, że mnie nie znajdą, powoli usłyszałam jak mnie szuka Stan byłam cicho
-Niech ją tylko dorwę, głupia szuczka...! a jeśli jej nie znajdę to ciebie zabiję Joe, jak kurwa mogłeś jej nie dopilnować?!
Pomyślałam wisi mi to, ale miejsce po strzale mnie bolało, dotknęłam a na ręce miałam mnóstwo krwi, podniosłam się i próbowałam wyjść z tego dołu kiedy zobaczył mnie któryś z nich krzykną ;Tu jest!!! i podbiegł Joe za nim Stan który był mocno wkurzony Joe skoczył do mnie i mnie wziął mnie na ręce i dał Stanowi po czym sam wyszedł i zobaczył, że ma zakrwawioną koszulkę.
Cholera!- warkną Stan i zadzwonił do Doriana po samochód, był w ciągu kilku sekund, może minut. Byłam w połowie przytomna kiedy zdjęli mi bluzkę i tamowali ranę, chwilę potem już spałam. Kiedy się obudziłam leżałam na tylnich siedzeniach z głową na kolanach Joego od razu chciałam wstać, ale mi nie pozwolił leżałam spięta, dotknęłam się tam gdzie zostałam postrzelona i chciałam zobaczyć co jest pod opatrunkiem, gdy Joe złapał mnie za rękę i położył ją obok
-nie ruszaj tego miałaś to zszywane prze to spaliśmy w motelu dopiero niedawno wyjechaliśmy.- Chyba chciał mnie uspokoić, ale mu nie wyszło
-niezłego nam stracha napędziłaś i kolejny dzień stracony.. - dodał z złością Stan
Było mi dość gorąco i odkryłam trochę koca i okazało się że nie mam bluzki, musieli ją rozciąć wczoraj,
Cholera...-Warknęłam pod nosem, ale wszyscy wiedzieli o co chodzi...
To jest za to, że się nie słuchasz, sympatia za sympatię, czyż nie tak?
Zatrzymaj się!- powiedziałam stanowczo. Oni chyba nie dowierzali, że to powiedziałam.
Ogłuchłeś?! Powiedziałam zatrzymaj się!- dalej brnęłam.O dziwo zrobił to co chciałam, pewnie ciekawy tego co zrobię. Wysiadłam i szłam w przeciwnym kierunku, Stan wyszedł za mną ściągną okulary i patrzył co się stanie, a ja szłam
-Dobra koniec tego właź do samochodu..-Nieco zirytowany jeszcze prosił.
-Albo dasz mi jakąś bluzkę, albo będziecie mieli piekło...-Rzuciłam stanowczo.
-Nie będziesz mi się odgrażać, albo włazisz po dobroci i siedzisz grzecznie, albo ja tam cię zaciągnę i uśpię do końca podróży- z nim nie ma żartów pomyślałam...Ale brnęłam w swoje i zaczęłam iść w przeciwną stronę.
-Koniec! -wrzasną
Podszedł do mnie, odwrócił mnie i przerzucił przez bark, po czym podszedł do samochodu otworzył bagażnik i delikatnie mnie tam rzucił, zamkną klapę i po chwili jechaliśmy. Powiedziałam do siebie, że tak nie będzie i zaczęłam kopać tłuc się o samochód po przejechanych może kilometrze zatrzymał się, słyszę głośne trzaśnięcie drzwiami kroki i w końcu otwiera się bagażnik, mega wkurwiony Stan wyciąga mnie i ciągnie zamiast do samochodu to w stronę pobocza
-Żarty się już skończyły.!.. Chyba zapomniałaś w jakiej sytuacji się znalazłaś?!!, dam ci tą jebaną bluzkę, ale chcę mieć spokój.- powiedział wkurzony.
-Właśnie, chyba zapomniałeś w jakiej sytuacji ja się znalazłam, mam na to biernie patrzeć?! -brnęłam w temat
Tak?! To nie będziesz musiała patrzeć, Joe cię uśpi.-Powiedział zdecydowanie.
Złapał mnie za ramię i ciągną do drzwi, które otwiera i popycha mnie w stronę Joe'go który się głupio uśmiecha, ponieważ byłam ciągle w staniku.
Tak jak obiecał dał mi bluzkę, jedną z moich zastanawiałam się skąd ją ma, w tedy przypomniałam sobie fałszywy dzwonek do drzwi... To było coraz bardziej pogmatwane.. Założyłam bluzkę i kiedy Stan się odwrócił i powiedział do Joe'go aby mnie uśpił.
-Nie da rady, dopiero się obudziła...- Odpowiedział zakłopotany Joe
-To zrób coś, aby była grzeczna.-Rzucił nie ukrywając irytacji
-Co masz na myśli? - Pytał Joe
-Nic szczególnego...
Byłam zakłopotana, więc siedziałam cicho, po chwili Joe dał mi wodę, pomyślałam okey, przecież nie może mnie uśpić, a chciało mi się pić, wzięłam i pomyślałam chwilę, spojrzałam mu w oczy i wypiłam.
Komentarze
Prześlij komentarz