Historia, która nie powinna się zdarzyć... - 1
Nazywam się Maya Goldberg, moja historia bardzo różni się od pozostałych. Nie ma w niej nastoletnich miłości, szalonych imprez, czy zagranicznych wakacji. Ale nie będę Wam opowiadać za wiele... Sami zobaczycie.
To był dzień jak co dzień, wstałam z łóżka trochę ospała zeszłam na dół do kuchni zjadłam coś na szybko, umyłam się i poszłam się ubrać jak zwykle stając przed szafą nie mogłam się zdecydować w co się ubrać... Po 15 minutach postanowiłam, że założę dżinsy i białą bluzkę do tego różowe skarpetki, oryginalnie pomyślałam, ale i tak ich nie będzie widać pod moimi białymi air forcami. Mieszkam sama tylko dlatego, że chciałam iść do szkoły w Lublinie, niestety internat był niemożliwy, więc rodzice byli zmuszeni do kupna mieszkania, oczywiście co tydzień jadę do Warszawy do nich. Z początku nie byli przekonani do tego, abym mieszkała sama, (nigdy nie wiadomo na kogo się trafi) ale znają mnie i wiedzą, że jestem odpowiedzialna i, że nic mi się nie stanie. Nie mieszkam sama, mam psa owczarka niemieckiego długowłosego chyba do obrony i niebieską kotkę, nigdy nie czuje się samotna. Była prawie 8.10, a autobus mam o 8.15, idąc spokojnie, ale szybko zajmuje mi to 12/13 minut. Nie chcąc się spóźnić postanowiłam biec. Jestem osobą drobną, wysportowaną, dosyć urodziwą(nie chwaląc się) ważę niecałe 50kg i mam 170cm wzrostu, średniej długości włosy w ciemnym kolorze blond tak za piersi, aktualnie chodzę do 1 klasy liceum. Był to koniec roku więc nie chciałam unikać żadnej godziny. Akurat zdążyłam, autobus podjechał, a ja wskoczyłam do niego nieco zdyszana... Było w nim dosyć ciasno i duszno, nic dziwnego środek czerwca i 25 stopni na słońcu oczywiście. Cieszyłam się jak dziecko jak w końcu z tamtąd wyszłam. Potem przesiadka w inny i po 20 minutach w szkole. Miałam już dosyć szkoły i treningów, aczkolwiek znajomi podtrzymywali mnie na duchu. Dzwonek, koniec lekcji i weekend. Zadzwoniła mama, która zapytała czy przyjeżdżam, ale miałam dużo nauki, więc postanowiłam zostać. Oczywiście to zrozumiała. Siedziałam z nosem w książce gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, pies zaczął szczekać, wstałam otworzyłam, ale nikogo tam nie było. Zdziwiło mnie to, ale nie miałam na to czasu poszłam do kuchni zrobiłam sobie herbatę po czym wróciłam na kanapę przykryłam się kocem i znów zaczęłam wkuwać. Był już wieczór, wzięłam psa i poszłam z nim pobiegać, kiedy wróciłam wskoczyłam pod prysznic, później nakarmiłam zwierzaki i poszłam spać. Budzik mi zadzwonił nie wiem dlaczego o godzinie 6.00, nie mogłam dalej spać, więc wstałam i poszłam biegać. Zapomniałam wziąć słuchawki, ale jakoś mi to nie przeszkadzało, słyszałam jak świat budzi się ze snu... Przebiegałam koło jakiegoś starego kościoła i jakiś facet pewnie niechcący popchną mnie na ścianę, coś mnie ukuło, ale nie przejęłam się tym i biegłam dalej, po chwili już nie dałam rady biec, więc zaczęłam iść, lecz iść też nie mogłam chwiejąc się skręciłam w alejkę pomiędzy jakimś starym blokiem, a ogrodami było dosyć ciasno. Obejrzałam się za siebie i ten facet, który mnie popchną szedł za mną, chciałam krzyczeć, ale nie mogłam, z drugiej strony alejki usłyszałam lekki pisk i samochód, już leżałam na ziemi trochę się wijąc i patrząc w stronę samochodu z którego wysiadło 2 facetów, szli w moją stronę. Oczy mi się zamykały, poczułam jak ktoś mnie podnosi i przerzuca przez brak, nie mogłam nic zrobić byłam jak sparaliżowana, więcej już nic nie pamiętam. Kiedy się obudziłam leżałam na jakimś kocu w chyba vanie, słyszałam rozmowy, łza mi spłynęła po policzku, nie wiedziałam co się dalej stanie, co ze mną będzie. Podparłam się rękami i chciałam się rozejrzeć, kiedy ktoś oznajmił:
- Wstała! Zadzwoń do szefa..
Przestraszyłam się, o kogo im chodzi?! Co oni chcą mi zrobić?! Spojrzałam w zarzewie głosu, to był chłopak ze 20-pare lat siedział koło mnie, z przodu siedziało 2 i jeszcze jeden na przeciwko mnie. Próbowałam wstać, niestety byłam słaba, chyba podali mi jakieś środki usypiające, pewnie w tedy kiedy zostałam popchnięta na mury kościoła. Nasuwało mi się milion pytań, gdzie jestem? Dokąd jedziemy? Dlaczego akurat ja? jestem zwykłą dziewczyną niczym nie różnię się od innych, więc dlaczego mnie to spotkało... Byłam przerażona, lecz nie mogłam tego po sobie pokazać, wiedziałam, że muszę być silna.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Moi drodzy, to mój pierwszy blog, mam nadzieję, że się podoba.
Blog jest przeniesiony z innej strony.
Oceniajcie :)
To był dzień jak co dzień, wstałam z łóżka trochę ospała zeszłam na dół do kuchni zjadłam coś na szybko, umyłam się i poszłam się ubrać jak zwykle stając przed szafą nie mogłam się zdecydować w co się ubrać... Po 15 minutach postanowiłam, że założę dżinsy i białą bluzkę do tego różowe skarpetki, oryginalnie pomyślałam, ale i tak ich nie będzie widać pod moimi białymi air forcami. Mieszkam sama tylko dlatego, że chciałam iść do szkoły w Lublinie, niestety internat był niemożliwy, więc rodzice byli zmuszeni do kupna mieszkania, oczywiście co tydzień jadę do Warszawy do nich. Z początku nie byli przekonani do tego, abym mieszkała sama, (nigdy nie wiadomo na kogo się trafi) ale znają mnie i wiedzą, że jestem odpowiedzialna i, że nic mi się nie stanie. Nie mieszkam sama, mam psa owczarka niemieckiego długowłosego chyba do obrony i niebieską kotkę, nigdy nie czuje się samotna. Była prawie 8.10, a autobus mam o 8.15, idąc spokojnie, ale szybko zajmuje mi to 12/13 minut. Nie chcąc się spóźnić postanowiłam biec. Jestem osobą drobną, wysportowaną, dosyć urodziwą(nie chwaląc się) ważę niecałe 50kg i mam 170cm wzrostu, średniej długości włosy w ciemnym kolorze blond tak za piersi, aktualnie chodzę do 1 klasy liceum. Był to koniec roku więc nie chciałam unikać żadnej godziny. Akurat zdążyłam, autobus podjechał, a ja wskoczyłam do niego nieco zdyszana... Było w nim dosyć ciasno i duszno, nic dziwnego środek czerwca i 25 stopni na słońcu oczywiście. Cieszyłam się jak dziecko jak w końcu z tamtąd wyszłam. Potem przesiadka w inny i po 20 minutach w szkole. Miałam już dosyć szkoły i treningów, aczkolwiek znajomi podtrzymywali mnie na duchu. Dzwonek, koniec lekcji i weekend. Zadzwoniła mama, która zapytała czy przyjeżdżam, ale miałam dużo nauki, więc postanowiłam zostać. Oczywiście to zrozumiała. Siedziałam z nosem w książce gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, pies zaczął szczekać, wstałam otworzyłam, ale nikogo tam nie było. Zdziwiło mnie to, ale nie miałam na to czasu poszłam do kuchni zrobiłam sobie herbatę po czym wróciłam na kanapę przykryłam się kocem i znów zaczęłam wkuwać. Był już wieczór, wzięłam psa i poszłam z nim pobiegać, kiedy wróciłam wskoczyłam pod prysznic, później nakarmiłam zwierzaki i poszłam spać. Budzik mi zadzwonił nie wiem dlaczego o godzinie 6.00, nie mogłam dalej spać, więc wstałam i poszłam biegać. Zapomniałam wziąć słuchawki, ale jakoś mi to nie przeszkadzało, słyszałam jak świat budzi się ze snu... Przebiegałam koło jakiegoś starego kościoła i jakiś facet pewnie niechcący popchną mnie na ścianę, coś mnie ukuło, ale nie przejęłam się tym i biegłam dalej, po chwili już nie dałam rady biec, więc zaczęłam iść, lecz iść też nie mogłam chwiejąc się skręciłam w alejkę pomiędzy jakimś starym blokiem, a ogrodami było dosyć ciasno. Obejrzałam się za siebie i ten facet, który mnie popchną szedł za mną, chciałam krzyczeć, ale nie mogłam, z drugiej strony alejki usłyszałam lekki pisk i samochód, już leżałam na ziemi trochę się wijąc i patrząc w stronę samochodu z którego wysiadło 2 facetów, szli w moją stronę. Oczy mi się zamykały, poczułam jak ktoś mnie podnosi i przerzuca przez brak, nie mogłam nic zrobić byłam jak sparaliżowana, więcej już nic nie pamiętam. Kiedy się obudziłam leżałam na jakimś kocu w chyba vanie, słyszałam rozmowy, łza mi spłynęła po policzku, nie wiedziałam co się dalej stanie, co ze mną będzie. Podparłam się rękami i chciałam się rozejrzeć, kiedy ktoś oznajmił:
- Wstała! Zadzwoń do szefa..
Przestraszyłam się, o kogo im chodzi?! Co oni chcą mi zrobić?! Spojrzałam w zarzewie głosu, to był chłopak ze 20-pare lat siedział koło mnie, z przodu siedziało 2 i jeszcze jeden na przeciwko mnie. Próbowałam wstać, niestety byłam słaba, chyba podali mi jakieś środki usypiające, pewnie w tedy kiedy zostałam popchnięta na mury kościoła. Nasuwało mi się milion pytań, gdzie jestem? Dokąd jedziemy? Dlaczego akurat ja? jestem zwykłą dziewczyną niczym nie różnię się od innych, więc dlaczego mnie to spotkało... Byłam przerażona, lecz nie mogłam tego po sobie pokazać, wiedziałam, że muszę być silna.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Moi drodzy, to mój pierwszy blog, mam nadzieję, że się podoba.
Blog jest przeniesiony z innej strony.
Oceniajcie :)
Komentarze
Prześlij komentarz