Historia, która nie powinna się zdarzyć... - 3

Chyba się jednak pomyliłam, nie mogę ufać wszystkiemu co ktoś powie, w prawdzie strasznie chciało mi się pić więc tak czy tak musiałam czymś ugasić pragnienie, nie byłam w 100% pewna, że tam nic nie ma, ale słowa Joe'go mnie uspokoiły, gdy powiedział że nie może mnie uśpić... Może powiedział to dlatego, że tak się umówili ze Stanem, a może naprawdę nie mógł mi nic dać, bo niedawno obudziłam się po strzałce. Miałam tak wiele pytań i tak mało odpowiedzi, a kończył mi się czas, w końcu nie wiedziałam gdzie mnie wiozą... Zaczęły mnie nachodzić różne myśli takie jak czy kiedykolwiek wrócę do domu?, co się dzieję z moimi zwierzakami? i wiele innych. W końcu usnęłam. Każdy ich krok był kłamstwem, musiałam domyślać się wielu spraw i uważnie przyglądać się wszystkim ruchom, nie mogłam pozwolić, abym znowu napiła się wody, w której może być coś dosypane. Nie mogłam dać się znowu uśpić, musiałam być w szczytowej kondycji, aby uciec. Nie spałam długo, obudziłam się niesiona na rękach chyba przez Joe'ja, to była chwila jak zaczęłam się szarpać, on mnie trzymał mocno, nie zamierzał mnie wypuścić, ale po chwili udało mi się uwolnić, zaczęłam biec w prawą stronę, ale nie miałam szansy na ucieczkę, dookoła była wysoka na 2 m siatka zakończona drutem kolczastym, to był jakiś parking stało kilka samochodów. Kiedy zobaczyłam wyjście, było już za późno, Joe mnie złapał, jeszcze próbowałam się bronić, ale był o wiele silniejszy. Nie miałam siły, byłam głodna od chyba 3 dni nic nie jadłam przynajmniej tyle dni pamiętam. Zaciągną mnie do przyczepy od tira i zamkną drzwi. Krzyczałam, kopałam, niestety na próżno. Poszłam na koniec przyczepy, skuliłam się i zaczęłam płakać.  Byłam tam może z 20 minut, ale trwało to wieczność. Usłyszałam głosy i drzwi się otworzyły, wszyscy stali w drzwiach widziałam ich od klatki piersiowej w górę (przyczepa była dosyć wysoka) nie zamierzałam wstawać i biec do nich, aby mnie stąd zabrali, nie zamierzałam drgnąć.
-Chodź tutaj. - powiedział Dorian, ja jakby nie zwróciłam na to uwagi dalej siedziałam ocierając nieznacznie łzy.
- Chodź tutaj, albo cię tu zwyczajnie zostawimy! - Mówił lekko zdenerwowany Dorian. Wątpiłam w to, aby mnie tutaj zostawili, dlatego nic sobie z tego nie zrobiłam.
-Idźcie po nią.- Rozkazał nie ukrywając irytacji. Gdy zobaczyłam jak wchodzą po mnie zamarłam, wolnym krokiem szli po mnie, a ja nie miałam gdzie się schować, wstałam  i oparłam się o ścianę, gdy Stan wziął linę i zaczął nią machać, byli coraz bliżej zaczęłam szukać wyjścia i kiedy byli niecałe 4m ode mnie bez namysłu pobiegłam na nich, nie wiem co sobie myślałam, że nagle w magiczny sposób uda mi się ich ominąć... Stan złapał mnie za ręce, a Joe zaczął wiązać je z przodu, wyrywałam się jak tylko mogłam, ale byłam wyczerpana nie licząc 30 stopniowego upału. Joe przerzucił mnie przez bark i trzymał mocno gdy Stan wiązał mi nagi nad kolanami i przy kostkach. Potem zakleił mi usta taśmą i kazał Joe zanieść mnie do szefa. Była bardzo ciekawa o kogo chodzi, po wyjściu z przyczepy wziął mnie na ręce i zaniósł do budynku na końcu niewielkiego parkingu, przed wejściem zaczęłam się szarpać, nie wiedziałam co mnie tam czeka, Joe kazał mi być spokojnym, nie do końca mi to odpowiadało. Weszliśmy do środka, przeszliśmy do pomieszczenia w którym był jakiś facet tak zwany "szef", zobaczywszy nas zgasił papierosa, zwalił wszystko z metalowego biurka i kazał mnie położyć na nim, a sam poszedł umyć ręce. Nie chciałam tam leżeć i kurczowo trzymałam się Joe'ja, on położył mnie na nim po czym szepną, abym się nie ruszała, bo będzie musiał mnie przywiązać, puścił mi głupi uśmieszek i staną obok mnie. Nagle wszedł "szef" w gumowych rękawiczkach, serce mi zamarło, zaczęłam się wiercić, szybciej oddychać, nie chciałam tam dłużej zostać, łzy napływały mi do oczu. Joe chwycił mnie za ręce i przywiązał do czegoś, to samo chwilę potem zrobił z nogami. Powtarzał, abym była spokojna. Podciągną mi wolno bluzkę i naciągną na oczy przez co jeszcze bardziej się wystraszyłam.
- No niezłą sztukę sobie sprawiłeś, silna, zgrabna... - przerwał mu Joe
- I same z nią problemy, próbowała uciekać już kilka razy, a to pamiątka po ostatnim razie...- Powiedział Joe odklejając opatrunek.
-Cholera!... kto to strzelił?! To nie mogliście jej coś podać, uśpić?! - mówił wkurzony szef.
- Strzelał Dorian, a tak to ona ciągle śpi, mamy z nią za dużo problemów...
- Nie wygląda na taką która by sprawiała problemy... No dobra ściągnę jej te szwy, lepiej ją trzymaj. Zabrzmiało groźnie, chyba chcieli mnie nastraszyć, udało im się... Kilka uszczypnięć i zdezynfekowanie i opatrunek. W końcu ściągną mi bluzkę z oczu i zakrył wszystko, ściągną taśmę i się głupio uśmiechną, odwiązał mnie, wziął na ręce i zaniósł w kierunku wyjścia, gdzie czekali z niecierpliwością wspólnicy.
- Nie za dużo czułości?!- zapytał Stan
- Co ty odpierdalasz? - rzucił z oburzeniem Joe
- Domyśl się kurwa...-kontynuował Stan podchodząc do niego i wyrywając mnie wręcz z jego objęć, przerzucił przez bark i szedł w stronę samochodu, otworzył drzwi i rzucił mnie wręcz na fotele. Zamkną z impetem drzwi i usiadł za kierownicą reszta po chwili dołączyła i ruszyliśmy. Byłam głodna i tego nie kryłam, Stan nie chciał tego słuchać i podjechaliśmy pod jakąś pizzerię po chwili przyniósł 2 duże pizze, później mnie oswobodzili z więzów, siedziałam grzecznie i nic nie mówiłam. Jechaliśmy z godzinę po czym się zatrzymaliśmy koło dużego budynku, jakby szkole policyjnej. Wszyscy wysiedli mi kazali czekać, Dorian poszedł do tego budynku, i po chwili wrócił, kazał mi wysiąść, trochę niechętnie, ale zrobiłam to. Ponownie związali mi ręce tym razem z tyłu i prowadzili do tego budynku, po drodze mijaliśmy szeregi chłopców 18-20-kilku letnich, pogwizdywali i gapili się jak na puchar w gablocie, nie wiedziałam co dalej. Prowadzili mnie do dyrektora, wprowadzili mnie do pokoju, a sami wyszli z dyrektorem, kazali mi usiąść, tak też zrobiłam. Po nieznacznej chwili wszedł dyrektor z moimi porywaczami, od razu zobaczył, że mam skrępowane ręce.
- Proszę ją rozwiązać, niech poczuje się trochę swobodniej, Napijesz się herbaty? - Mówił dyrektor, jego postawa bardzo mnie zdziwiła
- Nie dziękuję, chcę tylko wrócić do domu - mówiąc to głos mi drżał, prawie się popłakałam. Joe przeciął linę którą miałam związane nadgarstki, od razu wstałam i kierowałam się w stronę okna, obróciłam się i wybiegłam na balkon to było na 1 piętrze więc nie było wysoko, bez namysłu wyskoczyłam i pobiegłam w stronę bramy, za którą miałam blisko do lasu. Padł strzał, jeden, drugi. Nie zwróciłam uwagi gdzie poleciały strzałki, ważne że ja nimi nie oberwałam w oddali słyszałam krzyki i pogwizdywania przez co biegłam szybciej. Nie mogli mnie znaleźć, to by się dla mnie źle skończyło. Dobiegłam do ulicy i zobaczyłam jadący samochód, zatrzymałam go i prosiłam o podwózkę, była to Monika jechała akurat do Poznania, gdzie mieszkała moja jedna z najlepszych przyjaciółek, powiedziałam, że też tam zmierzam jechać i pojechałam z nią. Dużo rozmawiałyśmy, ale nie mogłam jej wspomnieć, że zostałam porwana, bo wybuchła by panika i jeszcze ją bym w to całe gówno zamieszała... W końcu na miejscu, podwiozła mnie prawie pod dom Ani mojej przyjaciółki. Kiedy ją zobaczyłam zaczęłam płakać, chciałam się jej wyżalić powiedzieć wszystko co mnie spotkało, ale nie mogłam, bałam się, że i ją w to wplącze. Przenocowała mnie, dała mi ubranie i pożyczyła pieniądze na bilet do Lublina. Musiałam zabrać moje zwierzaki i jechać do Warszawy do rodziców. Była to środa zaczęłam się pakować, zadzwoniłam do rodziców że będę w piątek u nich. Postanowiłam pójść do szkoły, nie chciałam być sama w domu, bo się bałam a autobus miałam najwcześniej w piątek rano. Poszłam do szkoły w czwartek, była lekcja geografii nie mogłam się wkupić, kiedy do sali weszło 8 facetów wyglądający jak antyterroryści mieli broń i byli gotowi chyba na wszystko. Jeden podszedł i zapytał wprost:
- Gdzie jesteś?!
- Kto, ale kto, o kogo chodzi? - pytała zdenerwowana nauczycielka.
- Szukam pewnej dziewczyny, ona wie o co chodzi. - wydarł się i dodał
-jeśli się nie pokażesz zacznę zabijać wszystkich po kolei, - podszedł do pierwszego rzędu gdzie siedział Filip, chłopak który mi się podoba.
- A zacznę od niego...- Przyłożył mu pistolet do głowy
- Nie!!! Stój!!! To ja....-przerwałam  mu nie mogąc się na to więcej patrzeć. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem zwłaszcza Filip, któremu szepnęłam "przepraszam".
- Panowie, dziś nasz szczęśliwy dzień zobaczcie kto się znalazł - powiedział drwiąco powoli się do mnie zbliżając. Po czym złapał mnie za żuchwę i powiedział:
- Nieźle się za tobą nabiegaliśmy, zobaczysz zapłacisz mi za to.- odsuną się zawołał kogoś po imieniu, a ten podszedł do mnie rzucił mnie na ławkę i związał ręce i trzymał jak wstrzykiwali mi w okolicach szyi dawkę najprawdopodobniej morfiny, leżałam na ławce przyciskana przez jednego z napastników i chyba czekali, aż kompletnie odlecę. Byłam na wpół przytomna jak nagle powiedział:
- Bierzcie też chłopaka...
Nie chciałam, aby kogokolwiek w to mieszali, a zwłaszcza nie jego. Czułam tylko jak ktoś mnie przerzuca przez ramię i klepię po tyłku nie kryjąc zadowolenia z schwytania mnie.

Komentarze